Wpisy

  • wtorek, 07 sierpnia 2018
  • niedziela, 29 lipca 2018
  • niedziela, 22 lipca 2018
    • Wszędzie tężnie ...

      Artykuł z Dziennika Zachodniego.

      Skan_001133

      Odpowiedź na artykuł:

      Witam! Jestem stałym czytelnikiem Dziennika,mieszkańcem Ustronia a dokładnie jego uzdrowiskowej dzielnicy Zawodzie. Autentycznie się wkurzyłem czytając w piątkowym wydaniu z 20 bm artykuł "Tężnie solankowe w naszych miastach.Ulga dla płuc",w którym to jest napisane, że w Ustroniu działają tężnie a prawda jest taka, że duży uzdrowiskowy Ustroń nie ma tężni z prawdziwego zdarzenia. Małą fontannę solankową przy tzw. "pijalni wód" i namiastkę tężni w zamkniętym pomieszczeniu Przedsiębiorstwa Uzdrowiskowego trudno nazwać tężniami. Służą one jedynie wąskiej grupie kuracjuszy w/w P .U.

      I dlatego właśnie, z tego powodu, że w wielkim uzdrowiskowym Ustroniu nie ma tężni a infrastruktura drogowa, chodniki, brak ścieżek rowerowych i odpowiedniego "uzdrowiskowego" zagospodarowania terenu dzielnicy Zawodzie, który to stan pochodzi z wczesnych lat 70-tych ub. wieku - doprowadziłem do reaktywowania Zarządu Osiedla w 2014r. i od tego czasu "walczymy" z tut.władzami samorządowymi o wybudowanie odpowiedniej dla rangi uzdrowiska tężni solankowej dla wszystkich mieszkańców, modernizację ulic, chodników, ścieżek rowerowych, parkingów, etc. Dzielnica uzdrowiskowa Zawodzie daje Miastu ok. 4mln zł rocznie z tytułu opłat uzdrowiskowych /50% zebrane na miejscu + 50% dotacji budżetowej/, jest to ok. 85% opłat uzdrowiskowych z całego miasta. A ile z tych pieniędzy zainwestowano w rozwój tej dzielnicy?!.

      W końcu należałoby napisać w Dzienniku Zachodnim prawdę w szczególności o uzdrowiskowej Dzielnicy Zawodzie, braku tężni i infrastrukturze z lat 70-tych ub.wieku. Same "piramidy" nie świadczą o randze uzdrowiska a ocena z perspektywy rynku nie jest miarodajna. W okolicznych miejscowościach wybudowano tężnie dla mieszkańców,np. w Dębowcu, Jaworzu; Wisła planuje budowę, a uzdrowiskowy Ustroń ma to gdzieś. Mamy za to tłok i smog!

      Ale żeby o tym pisać trzeba być i zobaczyć na miejscu.

      P.S. Duży zasób wiedzy na poparcie w/w tekstu jest na naszej stronie internetowej ustron zawodzie.blox.pl

      Łącząc pozdrowienia i wyrazy szacunku: Paweł Mitręga,przew.zarządu Osiedla Zawodzie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rozawodzie
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 lipca 2018 13:21
  • czwartek, 05 lipca 2018
  • niedziela, 01 lipca 2018
    • Sytuacja ziemi cieszyńskiej zaraz po wojnie

      Mało kto wie o wydarzeniach powojennych na naszym terenie, poniżej artykuł autorstwa Krzysztofa Tarki:

      Beztytuu

      W czerwcu 1945 r. omal nie doszło w Europie do wybuchu kolejnej wojny. Gdyby Moskwa nie zakazała się bić, Polska i Czechy zapewne zbrojnie rozstrzygnęłyby spór o przygraniczne tereny.


      Polsko-czechosłowacki spór graniczny z lat 1945–1947 jest wydarzeniem niemal zupełnie nieznanym i zapomnianym. Choć w okresie II wojny światowej przywódcy obu państw prowadzili na emigracji rozmowy na temat federacji, to bezpośrednio po zakończeniu działań wojennych stosunki między Warszawą a Pragą stały się bardzo napięte. Realna była nawet groźba wybuchu konfliktu zbrojnego. Obok sprawy Zaolzia do rozpalenia sporu przyczyniły się pretensje naszych południowych sąsiadów do okolic Raciborza, Głubczyc i Kłodzka.

      Apetyty terytorialne Czechów nie ograniczały się do terenów przygranicznych. Nad Wełtawą żądano przyłączenia obszaru po aż linię Koźle–Nysa–Wałbrzych–Jelenia Góra–Zgorzelec (tzw. Czeski Śląsk). Domagano się również wcielenia całego Cieszyna, a nawet Bielska-Białej, Rybnika czy Legnicy. Wiosną 1945 r. na całym tym terenie administrację z rąk dowództwa sowieckiego przejmowali jednak polscy komuniści.

      „BEZCZELNE" POLSKIE PROPOZYCJE

      Na Zaolzie wojska sowieckie wkroczyły dopiero na początku maja 1945 r. W następnych dniach władzę przejęły polskie rady gminne i milicja. 5 maja w Cieszynie ukonstytuowała się Tymczasowa Rada Narodowa dla spraw Zaolzia złożona wyłącznie z Polaków. Niebawem Sowieci nakazali jednak jej rozwiązanie i wycofanie polskich sił porządkowych, a na Zaolzie wkroczyła czechosłowacka brygada czołgów. Żołnierze czechosłowaccy zlikwidowali zalążki polskiej administracji, usuwali też biało-czerwone flagi. Władze czechosłowackie przystąpiły również do sporządzania list polskich „okupantów", czyli osób przybyłych na teren Zaolzia po przyłączeniu tego obszaru do naszego kraju jesienią 1938 r. Rozpoczęły się także aresztowania Polaków zaangażowanych w próbę przejęcia Zaolzia na początku maja 1945 r.

      Pod koniec maja 1945 r. czechosłowackie MSZ poinformowało ambasadorów zwycięskich mocarstw (ZSRS, USA, Wielkiej Brytanii i Francji) o roszczeniach terytorialnych pod adresem Niemiec. W Pradze jeszcze długo po konferencji w Poczdamie uparcie twierdzono, że pretensje terytorialne do południowego Śląska Czechosłowacja wysuwa nie pod adresem Polski, ale właśnie Niemiec. Powoływano się przy tym na zapadłą w Poczdamie decyzję o oddaniu terenów po Odrę i Nysę Łużycką jedynie pod polską administrację do czasu ostatecznych rozstrzygnięć na konferencji pokojowej, ta – jak wiadomo – nigdy nie została już zwołana.

      Zdecydowanie odrzucano też propozycje wymiany spornych obszarów. Nie chciano dostrzec związku między polskimi aspiracjami do Zaolzia, a własnymi do okolic Raciborza, Głubczyc i Kłodzka. Czesi nie byli zainteresowani wymianą spornych obszarów, ale utrzymaniem Zaolzia i zajęciem części poniemieckiego Śląska. Wciąż twierdzili, że ich postulaty nie dotyczą ziem polskich. W ocenie Pragi rekompensatą za czeskie Zaolzie nie mogło być czeskie Kłodzko.

      Władze w Warszawie gotowe były w zamian za Zaolzie odstąpić Czechosłowacji przygraniczne tereny powiatu raciborskiego, zamieszkałe częściowo przez tzw. Morawców oraz zgermanizowaną część powiatu głubczyckiego i Międzylesie w Kotlinie Kłodzkiej („czeski kątek"). Czeskie roszczenia nie dość, że dotyczyły znacznie większego obszaru, to w Pradze brano pod uwagę korektę granicy jedynie na własną korzyść. Szef czechosłowackiego MSZ polskie propozycje określił nawet jako „bezczelne". W tej sytuacji trudno było o kompromis.

      PODAWAJCIE SIĘ ZA CZECHÓW

      Sprawa roszczeń terytorialnych pojawiała się często na łamach czechosłowackiej prasy. W witrynach praskich księgarń zobaczyć można było mapy Śląska, ku któremu z obu stron wysuwały się szpony niemieckie i polskie. Twierdzono, że sporne tereny zamieszkuje kilkanaście tysięcy zniemczonych Czechów czy wspomnianych Morawców. W czarnych barwach malowano również los ludności, która znalazła się pod polską administracją.

      Na przełomie maja i czerwca 1945 r. czescy emisariusze regularnie przekraczali przedwojenną granicę w okolicach Raciborza czy w Kotlinie Kłodzkiej. Prowadzili też wśród miejscowej ludności antypolską propagandę, agitując za opowiedzeniem się za Czechosłowacją. Twierdzili, że Polacy zupełnie nie radzą sobie z zarządzaniem zajętymi terytoriami. Rozpowszechniali plotki o epidemiach tyfusu i cholery w Raciborzu. Twierdzili jakoby codziennie z głodu umierało tam od 30 do 40 osób.
      Dla pozyskania mieszkańców emisariusze rozdawali kartki żywnościowe (dotkliwe braki aprowizacyjne po polskiej stronie rzeczywiście jaskrawo kontrastowały z sytuacją po drugiej stronie granicy). Namawiali też miejscowych Niemców, by podawali się za zgermanizowanych Czechów, co pozwoliłoby im uniknąć wysiedlenia.

      Akcja wysiedleńcza oraz rewizje dokonywane przez polską milicję faktycznie budziły niepokój wśród mieszkańców, podsycany przez czeskich agitatorów. Efektem ich zabiegów była m.in. petycja 127 mieszkańców przygranicznych Chałupek o włączenie powiatu raciborskiego do Czechosłowacji. Takie przyłączenie innej miejscowości, Prudnika, ogłosiła 3 czerwca grupa czeskich ochotników, która po przekroczeniu granicy zajęła ratusz. Gdy jednak wieczorem w mieście zjawili się uzbrojeni Polacy, Czesi wycofali się za linię graniczną.
       
      Napięcie osiągnęło apogeum w czerwcu 1945 r. Czeskie oddziały pancerne, które 10 czerwca wkroczyły na teren powiatu raciborskiego, zajęły przygraniczną stację kolejową Chałupki. Żołnierze rozbroili polskich wartowników kolejowych i aresztowali zawiadowcę, a z budynku stacji pozrywali flagi i emblematy. W następnych dniach oddziały czechosłowackie zajęły kolejne miejscowości w pasie przygranicznym. Do podobnych incydentów doszło równocześnie w Kotlinie Kłodzkiej.
      Akcja ta spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem władz w Warszawie. 12 czerwca polskie MSZ wystosowało notę protestacyjną do poselstwa czechosłowackiego. Polacy żądali natychmiastowego wycofania wojsk i funkcjonariuszy czeskich z zajętych terenów. W przeciwnym wypadku zagrożono podjęciem działań odwetowych.

      Tego samego dnia na posiedzeniu Prezydium Krajowej Rady Narodowej komunistyczny marszałek Michał Rola-Żymierski poinformował zebranych, iż do Cieszyna wysłane zostały oddziały wojska polskiego. Zapowiedział też, że jeżeli w ciągu 24 godzin oddziały czechosłowackie się nie wycofają, będą usunięte siłą. Postanowiono również ustawić nowe słupy graniczne, aby uniknąć wątpliwości dotyczących zasięgu polskiej administracji. Oba kraje znalazły się na krawędzi konfliktu zbrojnego.

      INTERWENIUJE MOSKWA

      Sytuacja na granicy wywołała zaniepokojenie lokalnych sowieckich władz wojskowych. Ich interwencja przyczyniła się do zażegnania sporu. 14 czerwca w czeskiej Ostrawie doszło do trójstronnego spotkania generałów Andrieja Jeremienki i Lwa Mechlisa oraz „polskiego" gen. Stanisława Popławskiego z dowódcą czeskim ppłk. Vladimirem Janko. Czech pokrętnie tłumaczył, iż bezpośrednią przyczyną interwencji miało być ograniczanie przez polską milicję prawa czeskich robotników do wolnego przejazdu przez Chałupki. Argumentował również, że zajęty obszar nie był terytorium polskim. W odpowiedzi usłyszał od gen. Mechlisa, iż „wielki Stalin" zarząd nad tym terenem powierzył Polakom.
      Na rozkaz gen. Jeremienki do godz. 6.00 w dniu 15 czerwca oddziały czeskie opuściły zajęty obszar. W następnych dniach polscy milicjanci skonfiskowali mieszkańcom czechosłowackie flagi, które demonstracyjnie spalono. Podobnie było w Kotlinie Kłodzkiej. Próba stworzenia przez Czechów faktów dokonanych zakończyła się niepowodzeniem.

      Dowództwo wojskowe z marszałkiem Rolą-Żymierskim na czele nie zrezygnowało z planów odbicia terenów zaolziańskich, przyłączonych do Polski po konferencji w Monachium jesienią 1938 r. Kilkanaście lat wcześniej, w styczniu 1919 r., Czesi wykorzystali trudną sytuację Polski podczas wojny z bolszewikami i zajęli zbrojnie Zaolzie. Władze w Warszawie 15 czerwca 1945 r. przedstawiły posłowi czechosłowackiemu nie tylko żądanie natychmiastowego wycofania wojsk czeskich z okolic Raciborza, ale także usunięcia z Zaolzia czeskiej administracji i ustanowienia mieszanej komisji, która w ciągu miesiąca miała przygotować propozycje rozgraniczenia na tym terenie. Na przyjęcie polskich warunków rządowi w Pradze dano 48 godzin.

      W okolicy Cieszyna 16 czerwca zgromadzonych było ponad tysiąc żołnierzy polskich, którzy czekali tylko na rozkaz, by ruszyć na pomoc swym rodakom na Zaolziu. W Legnicy na załadunek oczekiwało ponadto 20 czołgów T-34. Napiętą atmosferę podgrzewała „wyzwoleńcza" kampania prowadzona przez urząd wojewódzki i katowicką rozgłośnię Polskiego Radia, co przypominało sytuację z 1938 r. Wszystko to wywołało poważne zaniepokojenie władz w Pradze, zwielokrotnione jeszcze plotką o zajęciu Czeskiego Cieszyna przez oddziały polskie. W odpowiedzi rząd czechosłowacki potępił rzekomo samowolne działania czeskich dowódców w Chałupkach i Kotlinie Kłodzkiej. Wobec realnej groźby wybuchu wojny o Zaolzie interweniowała też Moskwa. W rezultacie 18 czerwca Rola-Żymierski odwołał akcję.

      W RADIU I NA WIECU

      Choć konflikt zbrojny został zażegnany, napięcie nie opadło. Podczas moskiewskich rozmów w końcu czerwca 1945 r. wicepremier rządu tymczasowego Władysław Gomułka usłyszał od czechosłowackiego wiceministra spraw zagranicznych Vladimira Clementisa, iż Praga nie ma zamiaru rozmawiać o problemach granicznych na Zaolziu. Czesi potwierdzili też swoje pretensje do Ziemi Kłodzkiej oraz okolic Raciborza i Głubczyc. „Nic nam nie wiadomo – mówił Clementis – aby to terytorium było już wcielone do Polski". Twierdził, że „stara czeska ziemia, jak Kłodzkie, Głubczyckie i część Raciborskiego, która gospodarczo, etnicznie i komunikacyjnie związana jest z Czechami, do Czechosłowacji zostanie przyłączona".

      Odbywająca się na przełomie lipca i sierpnia 1945 r. konferencja w Poczdamie przyniosła faktycznie kres czeskim ambicjom, Praga nie ustawała w podnoszeniu pretensji terytorialnych na arenie międzynarodowej, licząc na poparcie Moskwy i Zachodu. Nad Wełtawą ciągle tliły się nadzieje, że polski zarząd nad poniemieckimi terenami nie musi oznaczać ich trwałego posiadania przez Warszawę. Czesi łudzili się, że przy okazji dyskusji nad traktatem pokojowym z Niemcami zdołają jeszcze zaprezentować swój punkt widzenia.

      Decyzję mocarstw podjętą w Poczdamie władze czechosłowackie przyjęły więc z rozgoryczeniem. Na posiedzeniu rządu minister spraw zagranicznych Jan Masaryk wyraził nawet ubolewanie, że pewne terytoria, do których Czechosłowacja rości sobie pretensje, oddane zostały pod tymczasowy zarząd Polski.

      W połowie września 1945 r. Masaryk w radiowym przemówieniu zaprezentował znane już postulaty terytorialne (Kłodzkie, Głubczyckie, Raciborskie), z jakimi zamierzano wystąpić pod adresem Niemiec. „Nasze żądania są skromne, uzasadnione i nieprzesadzone" – podsumował. Po kilkunastu dniach wicepremier Josef David zapowiadał dodatkowo zgłoszenie roszczeń do części Górnego Śląska (okolice Rybnika i Wodzisławia). Miesiąc później Clementis zapewnił, że Czechosłowacja nie kieruje się imperializmem, a jej żądania opierają się na potrzebach natury gospodarczej, komunikacyjnej, etnicznej i historycznej.

      Czesi zorganizowali też przyjazd na Zaolzie i Śląsk Opawski zachodnich dziennikarzy. Pokazano im m.in. uciekinierów z okolic Raciborza, Głubczyc i Koźla, których miało być 2 tys. Z aktywnością strony czeskiej kontrastowała defensywa władz w Warszawie.

      W marcu 1946 r. ponownie doszło do zaognienia stosunków. Wywołały je ostre, rewindykacyjne wystąpienia w parlamencie czechosłowackim oraz zorganizowanie w Pradze propagandowej imprezy pod nazwą Tydzień Śląski. Na jej zakończenie uchwalono rezolucję, w której domagano się poszerzenia terytorium kraju przynajmniej do linii Koźle–Wałbrzych. W pierwszych dniach kwietnia przewodniczący parlamentu w Pradze zażądał na wiecu wcielenia Kłodzka, Głubczyc i Raciborza. Perspektywy normalizacji stosunków na drodze dwustronnych rokowań stawały się coraz mniej realne.

      Władze czechosłowackie nie ustawały w podnoszeniu pretensji terytorialnych na arenie międzynarodowej. W końcu kwietnia 1946 r. praskie MSZ ponownie złożyło ambasadorom ZSRS, USA, Wielkiej Brytanii i Francji noty, w których domagano się m.in. części ziem niemieckich (konsekwentnie nie wspomniano ani słowem, że tereny te znajdowały się już pod polskim zarządem). Zwrócenie się z żądaniami do mocarstw oznaczało również, że Praga nie uważała strony polskiej za uprawnioną do decydowania o losie ziem powierzonych jej w Poczdamie.

      Czechosłowackich zabiegów nie poparły jednak ani Moskwa, ani Waszyngton. Dla obu stolic sprawą kluczową stawała się wówczas rozgrywka o Niemcy. Na Kremlu niechętnie patrzono przy tym na umiędzynarodowienie polsko-czechosłowackiego sporu. Nie chciano Zachodowi stwarzać okazji do wtrącania się do własnej strefy wpływów.

      PUSTE POROZUMIENIE

      Niebawem Moskwa zdecydowanie zażądała uregulowania przez Pragę i Warszawę wzajemnych relacji i rezygnacji z radykalnych postulatów terytorialnych. Pod naciskiem z zewnątrz rząd czechosłowacki zrezygnował z wysuwania na forum międzynarodowym pretensji do ziem będących w polskich rękach, a czescy komuniści opowiedzieli się teraz za bezpośrednimi rokowaniami z Warszawą. Od jesieni 1946 r. w prasie w Polsce nie pojawiały się natomiast artykuły na temat zwrotu Zaolzia.

      25 lutego 1947 r. czechosłowacki premier Clement Gottwald otrzymał telegram podpisany przez Stalina i Mołotowa. Sowieccy przywódcy stanowczo stwierdzili, że „dalsze zwlekanie z zawarciem czechosłowacko-polskiego układu o wzajemnej pomocy stwarza sytuację skandaliczną i wywołuje niepożądane wrażenie zarówno w ZSRS, jak i w innych zaprzyjaźnionych z nami państwach". W efekcie już 10 marca tego roku w Warszawie oba kraje podpisały układ o przyjaźni i wzajemnej pomocy. Rządzący nad Wisłą i Wełtawą komuniści zrezygnowali ze swych roszczeń terytorialnych.

      Pod naciskiem z zewnątrz doszło zatem do wygaszenia polsko-czechosłowackiego sporu. Porozumienie gwarantowało mniejszościom po obu stronach granicy na zasadzie wzajemności możliwość rozwoju narodowego, politycznego, kulturalnego i gospodarczego. Do końca PRL Czesi i Słowacy w Polsce byli jedynymi mniejszościami, których prawa regulowała międzynarodowa umowa. Podobne uprawnienia zyskali Polacy na Zaolziu. W obu krajach mniejszości miały jednak tylko formalne prawa, w rzeczywistości było to puste porozumienie.

      Powołana w maju 1947 r. polsko-czeska komisja weryfikacyjna uznała, że w Kotlinie Kłodzkiej i na Dolnym Śląsku mieszkało ponad 3 tys. Czechów. Jesienią 1947 r. w Kudowie utworzono szkołę podstawową z czeskim językiem nauczania. W następnym roku szkolnym podobną placówkę otwarto w Gościęcicach w powiecie strzelińskim na Dolnym Śląsku. Czeskie szkolnictwo na tym terenie istniało do początku lat 60., kiedy z powodu braku frekwencji zamknięto szkołę w Gościęcicach. W polskiej części Spisza i Orawy powstały natomiast szkoły słowackie. Na przełomie lat 40. i 50. na Dolnym Śląsku utworzone zostały trzy stowarzyszenia grupujące miejscowych Czechów. W warunkach „odwilży" politycznej 1956 r. powstało Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Czechów i Słowaków w Polsce.

      Zgodnie z umową z 1947 r. sporne kwestie terytorialne miały być załatwione w ciągu dwóch lat. Możliwe były jednak tylko zmiany kosmetyczne. Ostatecznie sprawę przebiegu granicy unormowano dopiero w 1958 r. Wcześniej, bo do końca lat 40., po obu stronach granicy zlikwidowano organizacje „ziomkowskie". W apogeum konfliktu, w czerwcu 1945 r., w polskim Cieszynie akcję propagandową na rzecz przyłączenia terenów za Olzą prowadził Polski Komitet Zaolziański i Rada Narodowa Zaolzia. Polsko-czechosłowacki spór graniczny skazany został na zapomnienie. Oba kraje i narody rządzone przez komunistów połączyły „braterskie" i „przyjacielskie" stosunki.

      Autor jest historykiem, profesorem w Instytucie Historii Uniwersytetu Opolskiego

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rozawodzie
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 lipca 2018 10:31
    • Po spotkaniu Burmistrza z Radami Dzielnic

      Poniżej można zapoznać się z protokołem spotkania przewodniczących Rad Dzielnic z Burmistrzem i z ustaleniami poczynionymi.

      Poprawiony_protok_z_20.06.2018r._1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rozawodzie
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 lipca 2018 10:27
  • czwartek, 21 czerwca 2018
  • czwartek, 14 czerwca 2018